Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignacy Park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ignacy Park. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 września 2018

Od Alberta cd Ignacy

Spojrzałem na Azjatę, czekając na jego odpowiedź.
- Oczywiście, że nie - padło z jego ust, co przyznam szczerze, zdziwiło mnie.
- Żartuję, nie po to tu jesteśmy, żeby sobie patrzeć na fabrykę z zewnątrz. Czas poznać historię zdjęcia od środka - dodał po krótkiej chwili rozbawiony Ignacy.
Przedarliśmy się przez gąszcz dziko rosnących krzewów oraz całkiem młodych drzew. Zatrzymaliśmy się przed ogromną, stalową bramą dwuskrzydłową, która zdążyła już zardzewieć. Szatyn pchnął ją lekko, a przeszkoda ustąpiła. Było to dla mnie zaskakujące. Dlaczego brama nie stawiała nawet minimalnego oporu? To mogło znaczyć tylko jedno, ktoś tu się zapuszczał. Postanowiłem mieć oczy dookoła głowy.
Wkroczyliśmy do pustego korytarza fabryki. Ściany zdobiły zacieki, powstałe po deszczach i stare, wyblakłe obrazy. Żeby rozszyfrować bez pomocy fachowców, co przedstawiły, musielibyśmy wpatrywać się w nie przez kilka dobrych godzin.
- Znasz historię tego miejsca? - zapytał Azjata, wciąż wpatrując się w dekorację wnętrza, jakby zależało mu na odkryciu, co takiego przedstawiały tamtejsze obrazy.
- Znam - odparłem krótko i wszedłem do jednego z pokoi, mając cichą nadzieję, że szatyn nie będzie drążyć tematu. Ponownie jednak zostałem rozczarowany, gdyż ten podążył za mną jak cień.
Przestronna sala wypełniona starymi taśmami produkcyjnymi z antresolą, na których stały wielkie pojemniki zajęła przez chwilę mojego towarzysza, dając mi tym samym chwilę spokoju. Pomieszczenie oświetlały promienie słońca, wpadające przez jedno z okien. Drugiego natomiast było zasłonięte przez drzewo za nim, którego gałęzie wdzierały się do środka. Uważnie obserwowałem Azjatę ze schodów prowadzących na antresolę. Szatyn przejechał dłonią po jednej z maszyn, a następnie strzepał z niej, zapewne grubą, warstwę kurzu.
- Pewien Niemiec produkował tu słodycze - mruknąłem, zwracając na siebie uwagę Ignacego - coraz to nowi inwestorzy chcieli nawiązać z nim współpracę. Tylko jeden z nich odkrył, że składnik wytwarzanych produktów był silną trucizną. Wtedy też właściciel dokonał na nim morderstwa - dodałem i wzruszyłem ramionami. Azjata wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami.
- Później zmielił go w jednej z tych maszyn - powiedziałem, wskazując ręką na pokój, w którym byliśmy - a, gdy kolejni ludzie pojawiali się tutaj, zabijał kolejny raz i kolejny. Z trupów wyrabiał nowy gatunek słodyczy, który miał olbrzymi popyt - kontynuowałem.
Chłopak wzdrygnął się i ruszył w moją stronę. Ja natomiast wspinałem się coraz wyżej po schodach. W pewnym momencie zatrzymałem się, a Ignacy szybko mnie dogonił.
- Miejsce od lat jest opuszczone, a budynek grozi zawaleniem. Niemiec został przyłapany na morderstwie, reszta wyszła na jaw i został powieszony - obojętnie dokończyłem swoją nieco podkoloryzowaną historię. Widząc niedowierzanie wymalowane na twarzy Azjaty, uśmiechnąłem się chytrze.
Wtem do naszych uszu doszedł odgłos żelaza obijającego się o podłogę, a zaraz po nim siarczyste przekleństwo.
- Zmywamy się - mruknąłem, po czym zszedłem wraz z Ignacym po schodach i opuściłem z nim budynek przez okno. Zaraz po tym ukryliśmy się w krzakach pod nim. Cudze kroki stawały się coraz głośniejsze. Ktoś się do nas zbliżał.
- To tutaj? - ciszę przerwał męski, niski głos. Ten sam, który słyszeliśmy wcześniej.
- Tak, to tu - odparł drugi, nieco wyższy. Zaraz po nim zaskrzypiała jedna z maszyn. Któryś z mężczyzn rozdarł pudło i zaczął szeleścić jego zawartością.
- Nikt ich nie znajdzie? - dopytał niższy głos.
- Nikt. Jestem pewien. Myślisz, że ludzie nie mają co robić, tylko szlajać się po walących się fabrykach? - powiedział drugi z mężczyzn. Odpowiedziało mu milczenie.
Mężczyźni opuścili budynek po jakimś czasie i odjechali samochodem. W końcu mogłem wyjść z ukrycia tak, jak i szatyn. Miałem nadzieję, że ma dość wrażeń jak na jeden dzień.

<Ignacy?>

poniedziałek, 3 września 2018

Od Jennie cd Ignacy

Poszłam na lekcje, jednak mimo, iż uważałam i byłam na bieżąco, a nawet nieco naprzód, to coraz bardziej źle się czułam. Nauczyciel to zauważył. Chciał coś powiedzieć, jednak poruszyłam głową, aby nic nie mówił. Otworzyłam sobie nieco okno. Włożyłam słuchawki. Choć słyszałam, to patrzyłam w okno. Porwała mnie melodia oraz widoki za oknem. Chciałam już wyjść i iść pograć, ukradkiem wzięłam leki i popiłam je wodą. Nie lubię pytań ani litości. Usłyszałam dzwonek i spakowałam torbę, wyszłam z sali i ruszyłam na zewnątrz. Lubię wdychać świeże powietrze.
- Nero stój - usłyszałam swoją sławną ksywkę.
Wyjęłam słuchawkę i spojrzałam za siebie. Stał tam tunelek i pudelek. Uśmiechnęłam się jedynie do nich. Tunelek to ten z tunelami w uszach, ma czarne włosy i chodzi na czarno, ma także kilka innych kolczyków. Pudelek ma tatuaż niebieskiego pudla na klatce oraz motyla z moją ksywką na szyi. Wygląda to pięknie. Dodam, iż sama to mu zaprojektowałam.
- Czyżby nasza mała Nero się zamyśliła na nowo? - powiedział pudel. Wywróciłam oczami i fuknęłam. Ten jednak tylko się zaśmiał.
- Pudel - nacisnął tunel, a ten już pognał na boisko w podskokach. Uśmiechnęłam się ledwo do chłopaka - Dalej leki nic nie dają? - spytał. Kiwnęłam głowa powoli - Eh, daj szansę tym. Może jednak pomogą. Chodź grać, gdyby coś się działo, powiedz od razu - powiedział. Zostałam pogłaskana po głowie, aby się pospieszyć. Zaczęliśmy grę, nawet w czasie lekcji. To jest lepsze niż lekcje, które wiecznie się powtarzają.
Złapałam piłkę i zaczęłam biec do kosza, rzuciłam i trafiłam w sam środek tarczy. Wygrałam, jednak najpierw chłopcy zremisowali. Zaśmiałam się i usiadłam na trybunach, aby się nieco więcej napić i sobie poleżeć. Wzięłam bluzę pod głowę i zerkałam na to, jak grają. Po czym zamknęłam oczy i odleciałam na chwilę. Nocne granie nie pomaga.
Otworzyłam oczy, gdy ktoś rzucił na mnie cień.

<Ignacy?>

piątek, 31 sierpnia 2018

Od Ignacego cd Jennie

Kolejnego dnia ogarnąłem się i ruszyłem raźnym krokiem do szkoły. Dotarłem do niej szybko i miałem spory zapas czasu. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i oparłem się o ścianę, przeglądając ważną rzecz. Kiedy poszczególni uczniowie mijali mnie, leniwie podążałem za nimi wzrokiem, typując kogoś, do kogo tego dnia bym zagadał. Czas poznać nowych ludzi, prawda? Owszem, z tym, że dla mnie taki czas trwa całe życie. Kiedy mijała mnie niziutka blondynka z dość krótkimi włosami, skojarzyłem ją z siostrą mojego znajomego, Ivana. Wczoraj zderzyła się ze mną przed szpitalem i minęła dość obojętnie. Czas zmienić jej nastawienie.
    Odbiłem się od ściany i podszedłem do dziewczyny, łapiąc ją za nadgarstek. Odwróciła się i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
 – Cześć – powiedziałem, szeroko się uśmiechając – widzieliśmy się wczoraj, pamiętasz? Jestem Ignacy.
    Blondynka uścisnęła moją wyciągniętą dłoń, wciąż nie wiedząc do końca, dlaczego zagadałem.
 – Jennie – odpowiedziała.
 – Miło poznać. Gdzie idziesz? Na zewnątrz? – zacząłem swoje trajkotanie, a oczywistym było, że nowa koleżanka kierowała się na dwór, bo stała przy samych drzwiach.
 – Chcę zagrać w kosza – powiedziała po chwili namysłu – idziesz też?
 – Pewnie! – ucieszyłem się i poprawiłem ramię czarnego plecaka na ramieniu.
    Swoje rzeczy rzuciłem na brzeg boiska i odwróciłem się do Jennie, która już trzymała piłkę. Wpatrywała się we mnie w skupieniu i po chwili zaczęła grę. Co chwila odbieraliśmy sobie piłkę i trafialiśmy do kosza przeciwnika, a musiało to wyglądać dość ciekawie, gdyż różnica wzrostu pomiędzy mną a dziewczyną była dość duża. Kiedy jednak zadzwonił dzwonek, rozproszyłem się i wpadłem na nią, taranując ją i przy okazji przewracając się na nią. Jestem chodzącą gracją, mówiłem już?
    Podniosłem się i pomogłem wstać Jennie, po czym zapytałem:
 – Nic ci się nie stało? Przepraszam.
 – Może tylko trochę boli mnie głowa – odpowiedziała – wiesz co?
    Popatrzyłem na nią pytająco, unosząc lekko podbródek.
 – Po lekcjach musimy zrobić dogrywkę, bo mamy remis – powiedziała i uśmiechnęła się lekko.

<Jennie?>

Od Ignacego cd Alberta

 – Oczywiście, że nie – odpowiedziałem i spotkałem się z zaskoczonym wzrokiem chłopaka – żartuję, nie po to tu jesteśmy, żeby sobie patrzeć na fabrykę z zewnątrz. Czas poznać historię zdjęcia od środka.
     Przeszliśmy wśród roślin dzikiego ogrodu i stanęliśmy przed wielką, stalową bramą dwuskrzydłową. Pokryta była rdzą. Pchnąłem ją lekko i ustąpiła, wpuszczając nas. Znaleźliśmy się w pustym korytarzu z zaciekami na ścianach. Wisiały też na nich obrazy, jednak ząb czasu nadgryzł je i uniemożliwił mi obejrzenie tego, co przedstawiały.
 – Znasz historię tego miejsca? – zapytałem, wciąż wpatrując się w ramki i zniszczone płótno.
 – Znam – odpowiedział krótko Albert i skręcił do pomieszczenia obok, żebym nie zasypał go kolejnymi pytaniami.
     Chyba nie przewidział jednak, że udam się za nim. To, co zobaczyłem, zajęło mnie chwilowo. Przestronna sala pełna starych taśm produkcyjnych z antresolą, na której stały wielkie pojemniki, oświetlona była przez promienie słońca wpadające przez jedno z okien. Z drugiego wystawały gałęzie drzewa. Przejechałem dłonią po jednej z maszyn i strzepałem grubą warstwę kurzu z palców.
 – Pewien Niemiec produkował tu słodycze – odezwał się niespodziewanie Albert.
    Odwróciłem się, by go zobaczyć i zauważyłem go na schodach prowadzących na antresolę.
 – Coraz to nowi inwestorzy chcieli nawiązać z nim współpracę. Tylko jeden z nich odkrył, że składnik wytwarzanych produktów był silną trucizną. Wtedy też właściciel dokonał na nim morderstwa – chłopak urwał i wzruszył ramionami.
    Patrzyłem na niego, mając szeroko otwarte oczy. Zastygłem i po prostu słuchałem tej dramatycznej historii.
 – Później zmielił go w jednej z tych maszyn – wskazał ręką na salę – a, gdy kolejni ludzie pojawiali się tutaj, zabijał kolejny raz i kolejny. Z trupów wyrabiał nowy gatunek słodyczy, który miał olbrzymi popyt.
     Wzdrygnąłem się mocno i zamiast zaniepokoić się, poczułem coś w rodzaju smutku. Podszedłem do Alberta, jednak ten zaczął się wspinać po schodach wyżej i wyżej. W końcu zatrzymał się i zdołałem go dogonić.
 – Miejsce od lat jest opuszczone, a budynek grozi zawaleniem. Niemiec został przyłapany na morderstwie, reszta wyszła na jaw i został powieszony.
    Nie rozumiałem, dlaczego Albert mówił to z taką obojętnością. Podejrzewałem, że podkoloryzował nieco całą historię, gdy zobaczyłem cień chytrego uśmiechu na jego twarzy. Nie zdążyłem jednak zapytać, bo usłyszeliśmy odgłos przewracanego żelastwa. Ktoś wszedł do środka i prawdopodobnie się potknął, bo naszym uszom doszła także głośna „Kurwa mać”.




<Albert?>

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Od Alberta CD Ignacy

Chłopak chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął do wyjścia z budynku. Zmarszczyłem brwi, mierząc przy tym krytycznym wzrokiem Azjatę oraz jego dłoń zaciśniętą na mojej. Zdecydowanie nie byłem przyzwyczajony do takich zachowań. Szatyn coraz bardziej naruszał moją prywatność.
- No chodź, musimy się pospieszyć! - rzucił podekscytowany, następnie wyciągając mnie ze szkoły.
- Co się tak spieszysz? - mruknąłem, sprawdzając, czy przypadkiem niczego nie zgubiłem - Musimy iść na przystanek tramwajowy i poczekać dziesięć minut. - dodałem, wracając wzrokiem do osoby Ignacego. Przez tyle lat zdążyłem już zapoznać się z transportem miejskim.
Chłopak nieco zwolnił, ale nadal przechadzał się środkiem drogi dumny jak paw, przyglądając się przy tym mijanym ludziom. Uniosłem brew i obserwowałem go znudzonym wzrokiem. Zastanawiałem się, czy na pewno trafiłem do szkoły dla osób w moim wieku.
Niedługo dotarliśmy do przystanku, który został obejrzany z każdej strony przez szatyna. Zupełnie, jakby go widział pierwszy raz w życiu.
- Uwielbiam jeździć tramwajami! Kto wymyślił ten świetny środek transportu? Siedzisz sobie spokojnie albo stoisz i tuż obok masz drogę. Nawet pociągi nie są tak fajne, w nich ta granica jest grubsza i widoki wokół takie niepołączone. O, jedziemy tym samym numerem, którym mogę dotrzeć do akademika. - Ignacy nagle zaczął mi przypominać nakręcaną zabawkę w akcji. Ledwo nadążałem za tym, co mówił. Wolałem się nie wtrącać, ani nie przerywać jego monologu. Dzięki niemu byłem wolny od pytań na temat mojej osoby. W pewnym momencie chłopak wbił we mnie wzrok, czekając, aż nawiążę z nim kontakt wzrokowy. Niechętnie spełniłem ten niemy rozkaz.
- Dlaczego pojawiłeś się akurat w tej szkole? - zapytał - To znaczy, nie wyglądasz na Japończyka. - dodał, by lepiej wyjaśnić, co ma na myśli. I tak oto czas braku pytań się skończył. Jak to mówią, nie chwal dnia przed zachodem słońca.
- Mieszkałem w Japonii od dawna, ale wyprowadziłem się od rodziców. - wyjaśniłem i wzruszyłem ramionami, patrząc przy tym na szatyna "spod byka". Nie była to pełna odpowiedź na zadane mi pytanie, ale Ignacy nie naciskał. Wręcz przeciwnie - zmienił temat.
- Ile wierteł ma stomatolog? - zapytał nagle. Nie wiedziałem, o co chodzi, ani dlaczego nagle wyskoczył z czymś takim. Patrzyłem na Azjatę jak na kogoś, kto nie wszystkie klepki ma na właściwym miejscu. Byłem też nieco zaskoczony jego wybuchem. Podejrzewałem jednak, że chodzi o jakiś żart.
- Stomatologiczne! - wrzasnął chłopak, odpowiadając na swoje pytanie. Kobieta, stojąca niedaleko nas podskoczyła w miejscu wystraszona. Prychnąłem, kręcąc przy tym lekko głową. Ten chłopak był niemożliwy.
Ignacy cały czas stał przede mną, jednak w pewnym momencie usiadł obok, pozbawiając mnie cienia. Blade promienie słońca oślepiły mnie nagle. Jęknąłem cicho niezadowolony i zmróżyłem oczy, by móc dostrzec tramwaj, gdy ten będzie się zbliżał. Pojazd wyjechał zza rogu i zatrzymał się przed nami.
Dołączyliśmy do tłumu, który go wypełniał. Składał się on głównie z dorosłych w eleganckich strojach i teczkami w ręku oraz dzieci w mundurkach i z tornistrami. Część z nich pewnie wracała do domu, a pozostali mieli inne plany jak obiad na mieście lub wypad ze znajomymi.
Cudem udało mi się odnaleźć wolne miejsce, na którym to usiadłem. Ignacy natomiast stanął obok. Pojazd ruszył, a chłopak zaczął obserwować obraz za szybą.
- Wysiadamy na drugim przystanku. - mruknąłem. Szatyn prawdopodobnie nie usłyszał mnie, gdyż schylił się, opierając dłonie na udach i nastawił ucho. Pasażerowie za nim zaczęli przepychać się do wyjścia, jakby w tramwaju wybuchł pożar. W efekcie tego chłopak poleciał na mnie, a ja na szybę. Zakląłem, wcale nie siląc się na dyskrecję i spojrzałem na Ignacego zdenerwowany. Cała moja głowa była poobijana, przez co zaczynała pulsować.
- Przepraszam cię bardzo. - powiedział, głaszcząc mnie przy tym po obolałej głowie. Nie powiem, że było to przyjemne. Na szczęście chłopak szybko zabrał dłoń, by rozmasować nią swoje czoło.
- Ktoś mnie popchnął, przepychając się do wyjścia. - wyjaśnił, jakbym nie zauważył tamtego stada.
"Jeśli będę wyglądał gorzej, niż się czuję, znajdę ich wszystkich." obiecałem sobie w myślach.

Odetchnąłem z ulgą, gdy tramwaj ponownie się zatrzymał. To był czas, by wyjść na wolność. Wysiadłem z pojazdu wraz z Ignacym i ruszyłem przodem. Weszliśmy w wąską uliczkę, następnie kilka razy skręcając w inne do niej podobne.
Kilkanaście minut przeciskaliśmy się między budynkami, by w końcu wyjść na ledwo widoczną ścieżkę, otoczoną przez ogromne, dziko rosnące krzewy, które nieco ją zasłaniały. Im dalej od przystanku byliśmy, tym więcej roślin było w pobliżu.
Po chwili wyszliśmy na plac wyłożony kocimi łbami. Słońce ukryło się za chmurami, przez co zrobiło się nieco ciemniej. Zerknąłem na Ignacego, który przyglądał mi się szeroko otwartymi oczami.
- Na co się tak gapisz? - zapytałem zirytowany. Czyżby szykowała się powtórka z tramwaju?
- Nic, nic. - odparł szybko. Zdecydowanie za szybko.
- Mam coś na twarzy?
- Nie! - krzyknął chłopak. Czy mu wierzyłem? Oczywiście, że nie. Wyjąłem więc telefon i przejrzałem się w szkle. Ciężko było nie zauważyć ogromnego sińca. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech, by się uspokoić. Cały czas wmawiałem sobie, że oddam Ignacemu, gdy będzie wyrażał swą wdzięczność.
- Idziemy? - zapytałem nieco za głośno. Chłopak w milczeniu zbliżył się do mnie i podążył za mną do fabryki.
Budynek wyraźnie wyglądał na opuszczony, co potwierdzały wybite szyby w oknach. Z białych ścian gdzieniegdzie odpadał tynk, a kilka drzew zrobiło dziury w dachu.
- Chcesz wejść? - zerknąłem na chłopaka, czekając na odpowiedź.

<Ignacy? XD>

piątek, 24 sierpnia 2018

Od Ignacego CD Albert

Kiedy Albert przystał w końcu na propozycję odwiedzenia fabryki, jeszcze szerszy uśmiech wykwitł na mojej twarzy. Chwyciłem go pewnie za nadgarstek, ciągnąc do wyjścia, gdyż ten niemiłosiernie się gramolił.
 – No chodź, musimy się pospieszyć! – rzuciłem podekscytowany i wyciągnąłem Alberta ze szkoły.
 – Co się tak spieszysz? – mruknął chłopak, przeglądając zawartość swojej teczki – Musimy iść na przystanek tramwajowy i poczekać dziesięć minut.
     Po słowach Alberta nieco zwolniłem, jednak nadal przemierzałem dumnie środek deptaka i obserwowałem ludzi wokół. Mojego towarzysza najwyraźniej dziwiło, jak i nudziło to, co wyprawiałem, jednak nie mogłem się powstrzymać. W niedługim czasie dotarliśmy do przystanku, gdzie z radością omiotłem wzrokiem widok dookoła.
 – Uwielbiam jeździć tramwajami! Kto wymyślił ten świetny środek transportu? Siedzisz sobie spokojnie albo stoisz i tuż obok masz drogę. Nawet pociągi nie są tak fajne, w nich ta granica jest grubsza i widoki wokół takie niepołączone – nakręciłem się – O, jedziemy tym samym numerem, którym mogę dotrzeć do akademika.
    Albert nie odpowiadał ani nie reagował, jednak widziałem, że mimo wszystko mnie słuchał. Wbiłem w niego wzrok, czekając, aż się zorientuje.
 – Dlaczego pojawiłeś się akurat w tej szkole? – zapytałem, kiedy spojrzał na mnie – To znaczy, nie wyglądasz na Japończyka.
 – Mieszkałem w Japonii od dawna, ale wyprowadziłem się od rodziców – Albert wzruszył ramionami, patrząc na mnie lekko spod byka.
 – Ile wierteł ma stomatolog? – zapytałem znienacka.
     Chłopak patrzył na mnie, jak na debila z lekkim szokiem wymalowanym na twarzy.
 – Stomatologiczne! – wrzasnąłem tak głośno, że kobieta stojąca obok rozkładu jazdy wzdrygnęła się.
     Niestety nie doczekałem się wielkiego wybuchu śmiechu. Albert tylko prychnął, jednak nie wyglądał już tak groźnie, jak przed chwilą. Cały czas przed nim stałem, a gdy usiadłem obok, słońce, mimo, że blade, zaczęło oślepiać chłopaka. Wydał jęk niezadowolenia i spod zmrużonych powiek zaczął wypatrywać tramwaju. Ten znajdował się na rogu i chwilę później zatrzymał się przed nami.
    W środku panował tłok. Dużo ludzi wracało z pracy i szkół, więc nie można było liczyć na trochę przestrzeni. Albertowi udało się usiąść, a ja stanąłem tuż obok niego. Pojazd ruszył, a ja bacznie obserwowałem widok za oknem. Białe kamienice po jakimś czasie zmieniły się w budynki z czerwonej cegły, jednak w takim samym stylu architektonicznym. Spojrzałem na Alberta, który ruszał ustami, mówiąc coś, ale go nie słyszałem. Schyliłem się więc, opierając dłonie nad udach i zbliżyłem głowę do jego. Niestety wtedy ludzie stojący za mną zaczęli się przepychać do wyjścia, przez co mnie mocno popchnęli tak, że dobiłem czołem prosto w mojego towarzysza. Ten dodatkowo rąbnął w szybę, głośno przeklnął i niezadowolony spojrzał na mnie.
 – Przepraszam cię bardzo – mówiąc to, pogłaskałem go po głowie i rozmasowałem swoje czoło – Ktoś mnie popchnął, przepychając się do wyjścia.
    Miałem nadzieję, że nie zostaną nam siniaki, gdyż osoba, która mnie popchnęła miała naprawdę dużo siły. Na nasze szczęście kolejny przystanek był tym docelowym. Wysiedliśmy z pojazdu i podążyłem za Albertem. Ten udał się w jedną z wąskich uliczek i poprowadził nas również innymi. Kilkanaście minut przeciskaliśmy się pomiędzy budynkami, a później wyszliśmy na plac wyłożony kocimi łbami. Promienie słońca zdążyły się już skryć za chmurami i wokół zrobiło się szaro. Mimo to gdy popatrzyłem na chłopaka, otworzyłem szerzej oczy na widok wielkiego, fioletowego siniaka malującego się na lewej stronie jego czoła.
 – Na co się tak gapisz? – zapytał zirytowany moim spojrzeniem.

<Albert? :D>

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Od Alberta CD Ignacy

Kilka zeszytów wyślizgnęło mi się z ręki. Część z nich udało mi się złapać wolną ręką, ale pozostałe upadły na podłogę. Zakląłem pod nosem i od razu zacząłem je zbierać. Chłopak ruszył mi z pomocą. Nie powiem, że byłem tym zachwycony, ale przynajmniej dzięki temu poszło szybciej. Azjata oglądał zrobione przeze mnie fotografie podczas ich zbierania. Jego wzrok zawiesił się na dłużej na jednej z nich.
- Czy to jakaś fabryka?
Słysząc pytanie chłopaka, uniosłem na niego wzrok. Azjata pokazał mi zdjęcie, które go zainteresowało.
- Tak, kiedyś produkowano tam słodycze. Znalazłem ją na obrzeżach miasta, całkiem przypadkowo. - odparłem, wspominając dzień, w którym odkryłem uwiecznione na fotografii miejsce. Szybko jednak wróciłem na ziemię i odebrałem swoją własność.
- Świetne zdjęcie. Promienie słońca jeszcze bardziej podkreślają ponury charakter tego miejsca, mimo, że powinno być na odwrót. Naprawdę ładne – powiedział szatyn.
Zabrzmiało to nieco dziwnie. Jak uznanie. Schowałem zeszyty oraz zdjęcia do swojej czarnej teczki. Chwilę mierzyłem Azjatę wzrokiem, po czym niepewnie mu podziękowałem. Podniosłem się z podłogi, następnie otrzepując kolana z kurzu. Ignacy zrobił to samo. Zamierzałem już odejść i udać się na zajęcia, które lada moment miały się zacząć, ale Azjata mnie zatrzymał.
- Jestem z II klasy tanecznej, a ty? - uważałem, że nie powinienem podawać innym zbyt dużej ilości informacji o sobie, ale chłopak wyglądał bardziej na kogoś, kto szuka znajomych, niż na detektywa, który opisuje każdego ucznia w swoim notesiku, siedząc zamknięty w jednej z kabin w toalecie szkolnej.
- II muzycznej - odpowiedziałem krótko i ruszyłem w stronę sali, w której miałem mieć za chwilę zajęcia.
Tam po dzwonku zostałem zmuszony do przedstawienia się klasie. Niechętnie wykonałem polecenie nauczycielki i zająłem wskazane przez nią miejsce.
***
Kilka godzin później rozpoczęła się długa przerwa. Postanowiłem, że spędzę ją za szkołą z dala od tłumu uczniów i pozytywnie nastawionych do życia nauczycieli, którzy "bardzo chcieli mnie poznać". Westchnąłem ciężko i rozmasowałem swoje skronie. Nie byłem przyzwyczajony do takiego hałasu. Na zewnątrz na szczęście było znacznie ciszej. Uniosłem wzrok na niebo. Liczba czarnych chmur powoli zaczynała się zmniejszać, jednak to, że ponownie spadnie deszcz było bardzo prawdopodobne.
Wyjąłem z tylnej kieszeni spodni swój telefon i wpisałem hasło. Następnie zacząłem szukać na swoich ulubionych stronach innych ciekawych miejsc, które warto by było odwiedzić i sfotografować. W notatkach tworzyłem w tym samym czasie listę.
Nagle usłyszałem jak ktoś mnie woła. Odwróciłem się zdziwiony. Przy drzwiach stał Ignacy. Moje spojrzenie zmieniło się ze "Znamy się?" na "Co się drzesz?".
- Pójdziemy do tej opuszczonej fabryki? - budynek widocznie bardzo go zaciekawił.
- Tak w czasie zajęć? No wiesz? Nie wiedziałem, że taki z ciebie wagarowicz - odparłem drwiąco.
- A po szkole? - Azjata wyraźnie nie zamierzał odpuścić.
- Zastanowię się - odparłem i wróciłem do budynku, widząc, która jest godzina. Idąc do klasy, czułem na sobie wzrok chłopaka.
***
Gdy zajęcia dobiegły końca, schowałem kilka książek do szafki, a część zostawiłem w teczce do pomocy przy rozwiązywaniu zadań. Wtem ktoś do mnie podbiegł. Nie musiałem nawet patrzeć na tą osobę, by domyślić się, kim jest.
- To idziemy? - Ignacy wciąż się nie poddawał.
- Mam dużo pracy - mruknąłem.
- To nie potrwa długo - jęknął Azjata.
- Fabryka jest na obrzeżach - przypomniałem.
- No proooszę - szatyn objął moje ramię - później ci pomogę.
- Prędzej się zrzygasz - mruknąłem.
- Nie zrzygam. Obiecuję. To jak?
Spojrzałem na chłopaka rozbawiony. Na pewno puści pawia. No, ale cóż, sam się na to pisze.
- Umowa stoi - powiedziałem z chytrym uśmieszkiem.

<Ignacy? :)>

niedziela, 19 sierpnia 2018

Od Ignacego CD Albert

Kiedy Albert w końcu mi się przedstawił, uśmiechnąłem się szerzej. W tamtym momencie jednak kilka zeszytów, które chłopak trzymał w dłoni, upadły na podłogę i cała zawartość się z nich wysypała. Mój kolega przeklął i schylił się, by wszystko podnieść. Pomogłem mu, zbierając w kupkę zdjęcia wysypane z czarnego notesu. Jedno z nich przykuło moją uwagę i ze zdziwieniem na nie spojrzałem. Przedstawiało budynek, najwidoczniej od dawna opuszczony i podniszczony przez czas.
 – Czy to jakaś fabryka? – zapytałem.
 – Tak, kiedyś produkowano tam słodycze. Znalazłem ją na obrzeżach miasta całkiem przypadkowo – z jego wypowiedzi biło zainteresowanie tematem, jednak po chwili Albert odebrał ode mnie swoje fotografie.
 – Świetne zdjęcie. Promienie słońca jeszcze bardziej podkreślają ponury charakter tego miejsca, mimo że powinno być na odwrót. Naprawdę ładne – powiedziałem z uznaniem.
      Po chwili chłopak podziękował nieco podejrzliwym tonem, wstał i otrzepał kolana z kurzu. Podążyłem za jego przykładem.
 – Jestem z II klasy tanecznej, a ty? – spytałem, widząc, że chłopak ma zamiar odejść.
 – II muzycznej. – odpowiedział i ruszył w stronę sali, gdzie niedługo miały zacząć się jego lekcje.
     Po kilku godzinach spędzonych w szkole powróciłem pamięcią do początku dnia. Parę minut wcześniej rozpoczęła się przerwa, więc wyciągnąłem z kieszeni swój telefon z zamiarem odszukania fabryki, o której opowiedział mi Albert. Czarne urządzenie odnalazło lokalizację owej fabryki po wpisaniu nazwy miasta wraz z funkcją, jaką pełniła. Nie było o niej jednak żadnych informacji poza tym, że właścicielem był Niemiec, który zginął w czasie wojny. Zainteresował mnie ten temat do tego stopnia, iż zacząłem szukać Alberta na korytarzach. Przerwa się kończyła, jednak znalazłem chłopaka za szkołą, gdzie samotnie stał wyprostowany, wpatrując się w ekran swojego telefonu. Gdy go zawołałem, odwrócił się trochę zaskoczony i lekko zirytowany.
 – Pójdziemy do tej opuszczonej fabryki?

<Albert?>

Od Ignacego CD Marcus

     Dopiero, gdy chłopak zniknął mi z pola widzenia, zorientowałem się, że na chodniku moknął najprawdopodobniej jego telefon. Szybko go podniosłem, narażając się na spadającą z nieba wodę i zacząłem biec w kierunku, gdzie zniknął mój kolega. Będąc w połowie długiego korytarza, wydawało mi się, że go ujrzałem. Niestety wpadłem prosto na jakiegoś pierwszaka i staranowałem go, po czym rzuciłem przepraszające słowa. Wcześniej poznany chłopak jednak zniknął mi z oczu. Miałem nadzieję, że skierował się do szatni, więc i tam pobiegłem. Po drodze, jak zwykle dobiłem do dwóch innych osób i jednego nauczyciela, który zmierzył mnie wrednym spojrzeniem, lecz uciekłem, nim zdążył zareagować. Wpadłem do szatni, gdzie znajdował się poszukiwany przeze mnie uczeń.
 – T...Twój telefon – powiedziałem, ciężko oddychając.
 – Telefon? – zdziwił się chłopak, po czym zaczął przeszukiwać swoje kieszenie.
     Usiadłem, patrząc na niego, a uświadamiając sobie, że jest półnagi, zlustrowałem jego sylwetkę. Zgarbiony oparłem łokcie na kolanach i dokładnie oglądałem każdy mięsień widoczny przede mną. Wtedy też czarnowłosy spojrzał na mnie, wyciągając rękę po zgubę i jakby przypominając sobie o swoim wyglądzie, lekko zaczerwienił się. Ja także się speszyłem, bo zostałem przyłapany na spokojnym oglądaniu ciała mojego kolegi. Po chwili jednak odezwałem się:
 – Chyba coś trenujesz, co nie?
     Ach, brawo Ignacy, mistrzu konwersacji. Oby tak dalej!
  – Biegam, pływam... robię dużo rzeczy. – mówiąc to, chłopak wzruszył lekko ramionami i wziął ode mnie swój telefon.
     O tym, że wpisałem do niego swój numer, miał się dowiedzieć nieco później.
 – Ignacy. – powiedziałem, wstając i wyciągając rękę. – Nazywam się Ignacy Park. Jestem z II klasy tanecznej.
      Głośny dźwięk dzwonka rozbrzmiał po korytarzach, wzywając uczniów na lekcje. Nadal jednak wpatrywałem się w twarz czarnowłosego chłopaka, który wydał mi się jeszcze bardziej onieśmielony moim gestem.
 – Marcus Dahlquist z II muzycznej. – odrzekł w końcu, ściskając swoją chłodną dłonią moją.
    Jeszcze raz zlustrowałem sylwetkę Marcusa, nie kryjąc się z tym zbytnio, po czym rzuciłem słowa pożegnania i z uśmieszkiem wyszedłem z szatni, by udać się na lekcje.

<Marcus?>

wtorek, 7 sierpnia 2018

Od Ignacego

Obudziłem się niewyspany, lecz przepełniony ekscytacją, która zastępowała mi energię. Z radością wstałem, budząc przy tym mojego pieska, Zoyę. Otworzyła najpierw jedno oko i obserwowała mnie bacznie, kiedy przerzucałem nieuporządkowane papiery na biurku.
 – Aha, mam cię! – krzyknąłem ucieszony, gdy znalazłem arkusz zapełniony różnymi obliczeniami.
 Usiadłem na obrotowym krześle i zająłem się zadaniami leżącymi przede mną. Przez długi czas zawzięcie rozwiązywałem materiał z fizyki, a kończyłem, gdy promienie słoneczne rozświetliły mój pokój. Wcześniej niebo było szare, a teraz? Teraz miało kolor grafitu, a ciężkie, ciemne chmury wisiały nad miastem, grożąc nieuchronnym deszczem.
Oderwałem wzrok od widoku za oknem i poszedłem się ogarnąć. Po odświeżeniu się ubrałem standardowo to, co zwykle, a kiedy zjadłem jabłko, chwyciłem w biegu jabłko i czarną kurtkę jeansową, a potem zawołałem Zoyę, która już wybudzona radośnie wstała. Poszliśmy na spacer do okolicznego parku, a gdy zwiedziliśmy cały, wróciliśmy do akademika. Sprawdziłem w telefonie godzinę, bez zaskoczenia stwierdzając, że do rozpoczęcia lekcji mam jeszcze trochę czasu. Pogłaskałem Zoyę, która zamerdała radośnie ogonem i skierowała się do miski pełnej chrupek, następnie wyszedłem z pokoju. Zamknąłem go dokładnie i udałem się do szkoły. Wychodząc z budynku, zauważyłem, że burzowe chmury nagromadziły się i powodowały, że przechodnie otulali się kurtkami czy bluzami i przyspieszali. Poczułem chłód, jednak przyzwyczajony ruszyłem raźnym krokiem do akademii. Po drodze mijałem kolorowe witryny sklepowe kontrastujące z ciemnym niebem. Zatrzymałem się przed jedną z cukierni i wpatrzyłem się w lady za szybą. Kolorowe pieczywo i przyjemny wystrój zachęcił mnie do wejścia. Kupiłem dwa pączki z różową polewą i nadzieniem, a następnie wyszedłem i ruszyłem do szkoły. Nie dane mi było zbyt długo iść w spokoju, gdyż z nieba momentalnie lunął siarczysty deszcz, który zimnymi strumieniami wdarł mi się pod kołnierz. Zacząłem biec, mimowolnie kryjąc jedzenie pod kurtką i pochylając się nieco. Pod samą akademią mocno zderzyłem się z kimś, aż oboje upadliśmy. Wstałem niezdarnie, wspierając się wyciągniętą ręką mojego towarzysza.

Ktosiu drogi? 

czwartek, 26 lipca 2018

Nowy Uczeń: Ignacy Park

Imię i nazwisko: Ignacy Park
Pseudonimy: Włóczykij – ksywka wzięła się od jego zamiłowania do podróżowania oraz pewnego incydentu w dawnej szkole, gdzie szukany był przez kilka osób, a tymczasem beztrosko maszerował wokół budynku. Ponadto woła się na niego Ignaś czy Inek. Bardzo lubi jednak, gdy inni zwracają się do niego pełnym imieniem.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: Dwadzieścia lat
Narodowość: Koreańczyk z domieszką krwi litewskiej
Orientacja: Biseksualny, homoromantyczny
Klasa: II taneczna
Klub: Taneczny (hip-hop, jazz)
Zainteresowania: Chłopaka przede wszystkim interesuje taniec. Najbardziej z tych streetowych lubi hip-hop, jednak często korzysta w nim z innych technik, takich jak locking, popping, house czy breaking. Od paru lat tańczy również jazz, w czym podobnie się spełnia. Ma również doświadczenie w dancehallu, który uwielbia równie jak pozostałe style. Pasja ta przekłada się na życie codzienne, gdyż Ignacy co chwilę potrafi wymyślać nowe kombinacje. Ponadto we wczesnym dzieciństwie chłopak grał w hokeja i gorąco kibicuje jego fanom, jednak sam porzucił ten rodzaj sportu z różnych względów. Lubi także naukę, największy talent ma do języków. Hoduje wiele roślin i zna się na nich i ich właściwościach. Mimo iż nie mówi o tym otwarcie, to zdarza mu się śledzić świat mody. Jego hobby to również podróże małe i duże. Poświęca im wiele czasu i z chęcią wybiera się zarówno na wakacje za granicą, jak i na spontaniczną wyprawę autostopem.
Charakter: Ignacy jest towarzyską i sympatyczną osobą. Z chęcią udzieli pomocy każdemu, kto jej potrzebuje. Cechuje go koleżeńskość i życzliwość. Posiada on szeroki wachlarz dowcipów, od tych śmiesznych, po suchary. Przepełnia go również ogromna ilość energii, którą przekłada na taniec i relacje interpersonalne. Mimo tego często skupia się i z uwagą słucha innych, czy to nauczycieli, czy przyjaciół. Chłopak ma dużą wiedzę i jest bardzo inteligentny. Bardzo lubi się uczyć i poszerzać horyzonty. Ceni rozmowy na nowe, nieznane tematy i z chęcią dowiaduje się różnych informacji od innych. Wyróżnia go także podzielność uwagi. Zazwyczaj okazuje to w takich czynnościach jak odrabianie lekcji z jednoczesnym prowadzeniem rozmowy. Często nie potrafi usiedzieć w miejscu. To zdecydowanie człowiek aktywny. Chętnie podróżuje, przemieszcza się z miejsca na miejsce czy chodzi na spacery, poznając przy tym nowe drogi. Zwykle można zauważyć, że mimowolnie bawi się palcami, skubie róg kurtki czy zabawia jakimś przedmiotem. Ignacy uwielbia kwiaty i przebywanie wśród nich, potrafi obserwować je przez długi czas i wąchać, aż dostanie kataru. Zwykle nie odmawia zaproszeń na imprezy czy wspólne wyjścia, sam także je organizuje. Chłopak potrzebuje kontaktu z ludźmi, bo czerpie od nich radość i szczęście. Kiedy jednak ma gorszy dzień, staje się markotny, zdecydowanie mniej rozmowny i łatwo go zirytować. Wtedy też objawia się jego natura narzekającego człowieka. Czasami Ignacy ma chęć poflirtować, więc chętnie to robi. Potrafi jednak kilka razy zmienić swój obiekt zainteresowań, dopóki nie trafi na kogoś, kto odpowie na jego zaloty. W takim przypadku dąży do całowania – to jedno z jego ulubionych zajęć i mógłby robić to codziennie. Ignacy ma dość charyzmatyczny głos i często wykorzystuje go do udawania innych, naśladując daną postać. Gdy odniesie jakiś sukces, zdarza mu się z zadowolenia osiąść na laurach, jednak pracuje nad tym, by tę cechę wyeliminować. Jest on rannym ptaszkiem i często się nie wysypia, by nie tracić ani chwili na sen. Nawet gdy inni jeszcze drzemią, on w przypływie inspiracji i pozornym roztargnieniu szuka dla siebie zajęcia, na którym się skupia i które dokładnie wykonuje.
Aparycja:
×Włosy:
Włosy Ignacego mają ciemnobrązowy kolor o chłodnym odcieniu, są bardzo gęste i miękkie. Sięgają mu karku, jak to bywa zazwyczaj u chłopców, a z przodu swobodnie opadają na czoło aż do brwi.
×Oczy:
Są one lekko skośne z powodu pochodzenia chłopaka, okraszone wachlarzem gęstych, ciemnych rzęs i mają brązową barwę. Pod nimi zwykle widać ciemnofioletowe cienie kontrastujące z bladą cerą, natomiast nad powiekami znajdują się gęste brwi.
×Sylwetka i Ubiór:
Ignacy jest dosyć wysokim, szczupłym chłopakiem o lekko umięśnionej sylwetce. Zawsze chodzi wyprostowany i subtelnie uśmiechnięty. Zwykle ubiera się w czarne spodnie z dziurami na kolanach i podwiniętymi nogawkami, a także w estetyczne koszulki czy te z trzema paskami. Bardzo często nosi czarną, nieco wytartą kurtkę jeansową, a w okresie chłodnej jesieni i zimy jest to ciemny płaszcz jak u Sherlocka Holmesa. Gustuje także w jednokolorowych bluzach z kapturem, których sznurówki zawiązuje. Niekiedy wdziewa na siebie eleganckie spodnie w stonowanych kolorach, łącząc je z białymi koszulkami. Często jego kostki są gołe, lecz czasem można zauważyć na nich wysokie skarpetki w jajka czy inne pizze. Na stopy prawie cały rok zakłada czarne buty na płaskiej podeszwie z nazwiskiem pewnego słynnego skateboardzisty na języku i białą łyżwą z boku. Gdy natomiast czeka go trening, ubiera spodnie dresowe z trzema białymi paskami na nogawkach i dużą koszulkę. Kiedy jednak planuje podróżować czy po prostu chodzić po mieście, zabiera z sobą czapkę z daszkiem lub kapelusz wyżej wspomnianej marki.
×Cechy charakterystyczne: Ignacy ma bardzo bladą cerę i jest wysoki. Jego buzia wygląda jak chłopięca, można określić ją jako uroczą. Ma duże dłonie o szczupłych, długich palcach. Na jego górnej wardze widać małą bliznę, gdy patrzy się od dołu, gdyż kiedyś szklanka pękła mu w ustach.
Mocne i słabe strony: Mocną stroną chłopaka jest talent taneczny, zawziętość w dążeniu do celu połączona z ambicjami, łatwość nauki i lojalność. To dobry materiał na przyjaciela. Ponadto żartobliwie można uznać także całowanie, gdyż Ignacy bardzo by chciał, by zostało to umieszczone w jego formularzu. Jeśli chodzi o jego słabe strony, trzeba wiedzieć, że bywa niecierpliwy i nieco strachliwy. Zdarza mu się również nie szanować spokoju innych rano, kiedy sam energicznie zrywa się z łóżka i znajduje sobie jakieś głośne zajęcie. Ponadto panicznie boi się igieł i słabnie na samą myśl o wpychaniu jakichś rurek pod jego skórę.
Miejsce zamieszkania: Akademik, pokój nr 12
Pupil: Zoya
Relacje: zawsze poszukuje nowych przyjaciół.
Rodzina:
  • Mamusia Sohee Park, żyje sobie spokojnie w Korei Południowej i prowadzi restaurację wraz z mężem,
  • Tatulo Minho Park, pomaga żonie prowadzić restaurację i amatorsko zajmuje się tworzeniem zagadek dla własnej mamy,
  • Babunia Ligia Jeon, Litwinka mieszkająca wraz z synem i jego żoną od tragicznej śmierci ukochanego, miłośniczka zagadek i łamigłówek,
  • Siostrzyczka Semi Park, kilkulatka podobna do brata jak dwie krople wody,
  • Najdroższy braciszek Benedict Park, student i hokeista, nie lubi Ignacego, mimo że ten go niezwykle szanuje. 
Ciekawostki:
 – Ignacy otrzymał swoje imię od taty, który wybrał je ze względu na swojego zmarłego przyjaciela,
 – ulubiony zapach chłopaka to jaśmin,
 – używa perfum znanej marki niemieckiej w kanciastej butelce ze względu na sentyment,
 – zna język angielski i koreański na poziomie native, a w stopniu średnio zaawansowanym i litewski,
 – jego mama uwielbia fotografię, a jej prezentem pożegnalnym dla syna były różne robione przez nią zdjęcia, dlatego do dziś zdarza się Ignacemu znaleźć jakieś wśród zeszytów, książek, czy w kieszeniach,
 – jednym z jego partnerów był wykładowca w średnim wieku na uczelni, do której uczęszczał jego brat, nie skończyło się to zbyt dobrze,
 – na jego parapetach stoi masa storczyków, a na podłodze parę innych doniczek.
Stan konta: 15000 jenów